Autor: Piotr Wróblewski

2016-05-20, Aktualizacja: 2016-05-24 12:01

„Dotknij stewardesy, będziesz miała szczęście”

Piękne panienki, zawsze wymalowane i uśmiechnięte? Anna Sulińska autorka książki "Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u" walczy ze stereotypami dotyczącymi tego zawodu. Praca w powietrzu nie należała do łatwych, prostych i przyjemnych, ale wiązała się z możliwością zobaczenia Zachodu. Po przeczytaniu tej książki inaczej spojrzycie na pracę stewardes.

Czytając „Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u” miałem wrażenie, że historia kobiet w lotnictwie jest marginalizowana. Zamknięte skrzynie z pamiątkami, niewiele informacji w mediach i brak książek czy historycznych podsumowań.

Miałam wrażenie, że w ogóle nie ma informacji! Jeżeli w prasie branżowej pojawiały się wzmianki o stewardesach, to najczęściej stwierdzenia, że to panienki chodzące po pokładzie, podające napoje, kanapki, umalowane przed każdym lotem i zawsze uśmiechnięte. Ta książka powstała niejako przy okazji. Chciałam napisać o pierwszej polskiej stewardesie, ale problemem było już ustalenie, kto nią był. Nie było informacji o tym, jak ten zawód powstawał, jakie były jego kanony...


© Narodowe Archiwum Cyfrowe

Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Z drugiej strony znamienne jest to, że Zofia Glińska, która stworzyła kanony tego zawodu, była też sanitariuszką w czasie Powstania Warszawskiego.

W Powstaniu Warszawskim dowodziła dwoma oddziałami sanitariuszek. Myślę, że później wykorzystała zdobyte wówczas doświadczenia do stworzenia kanonów związanych z pracą stewardes. Pod koniec pisania udało mi się dotrzeć do przyjaciółki Zofii Glińskiej. Opowiadała, że Zofia była kobietą z dużym poczuciem humoru, ale także doskonale zorganizowaną.

Poprzednia książka o tym zawodzie „Stewardesa Justyna”, opowiadająca głównie o szmuglowaniu, seksie i ekscesach, przeszkodziła Ci w pracy nad „Wniebowziętymi”?

Odpuściłabym, gdyby nie to, że książkę pisałam po pracy, traktowałam ją jako odskocznię od życia zawodowego. Czasami od jednego spotkania do drugiego upływało kilka miesięcy. Panie nie chciały rozmawiać, bo pamiętały „Stewardesę Justynę” napisaną w tonie sensacyjno-tabloidowym.

Z pomocą przyszli jednak znajomi.

Starsza siostra koleżanki, pracowała w PRL-u jako stewardesa w LOT-cie. Uciekła z Polski samochodem do Wiednia, a potem dalej do Kanady. Z nią jako pierwszą, udało mi się porozmawiać, a jej historia została opisana w książce.


Zdjęcia dzięki uprzejmości autorki

Mam wrażenie, że stewardesy bardzo chronią swój świat. Trudno było przekonać kolejne i usłyszeć o ich elitarnym świecie?

Gdy zaczynałam, to były czasy Naszej Klasy. Podczas pierwszych rozmów usłyszałam kilka nazwisk, które później wyszukiwałam na portalu. Pisałam też do znajomych tych osób, ale w sumie odpowiedziała mi tylko jedna stewardesa. Próbowałam przez Warszawski Klub Seniorów Lotnictwa Polskiego, ale także słyszałam odpowiedź odmowną. Osoby z LOT-u również niechętnie dzieliły się kontaktami. Mam wrażenie, że niektórych zdobyłam uporem. Kontaktowałam się regularnie, co kilka miesięcy i dzięki temu kilka pań zgodziło się na rozmowę. Musiały się upewnić, że nie szukam sensacji.

Ale temat jest wyjątkowo interesujący. Mam wrażenie, że była to praca dla szaleńców albo dla osób uwielbiających adrenalinę.



Zdjęcia dzięki uprzejmości autorki


Panie, z którymi rozmawiam, a są już często po 70-tce, uważają że obecnie młodzi ludzie mają nudne życie. Pracują, uczą się i nie doświadczają na co dzień zbyt wielu nowych, ekscytujących sytuacji. One, wsiadając na pokład, nie wiedziały, jak wygląda Zachód albo jak reagować w niektórych sytuacjach. To były bardzo młode dziewczyny, które przeżywały lata szalonej młodości.

Czuły się w jakiś sposób wyróżnione?

W latach 60., gdy jedna z nich jechała tramwajem, ludzie mówili do swoich dzieci: „dotknij stewardesy, będziesz miała szczęście”. Zaczepiano je na ulicy, a wiele dziewczyn marzyło, żeby pracować tam, gdzie one.


To chyba nie była łatwa praca? Wydaje się, że męcząca psychicznie.

Nie tylko. Teraz posiłki są dostarczane na pokład, a dawniej stewardesy musiały same je przygotować od początku do końca. Potem podawały jedzenie pasażerom, zbierały naczynia i to wszystko w czasie lotu, który czasami trwał niecałe dwie godziny!



Zdjęcia dzięki uprzejmości autorki

Po wojnie wnętrze samolotu wyglądało jak samochód Nysa. Dwie ławki „pod ścianami” i korytarz pośrodku. Często coś się psuło i stewardesy zostawały za granicą tyle dni, ile czekano na nowy silnik, a zdarzało się, że czekano tydzień. Tryb pracy powodował trudności w planowaniu życia osobistego. Przyszłe teściowe też często źle widziały stewardesy w rodzinie. Poza tym zazwyczaj dziewczyny późno rodziły dzieci. Po pierwsze z tego względu, że po ciąży niezwykle trudno było wrócić do latania. Poza tym pojawiał się strach, że w przypadku katastrofy osierocą dzieci.

Z opisów wynika, że radzieckie samoloty latały często tylko dzięki wybitnym umiejętnościom polskich pilotów. To prawda?

Aż tak źle nie było, ale stewardesy opowiadały, że czasem samolot dolatywał do Nowego Jorku na „oparach paliwa” i pilot prosił o priorytet przy lądowaniu. Słyszałam to od kilku pań: „poza mną, nikt o tym nie wiedział”. Miałam wrażenie, że one między sobą o tym nie rozmawiały.

Musiały być opanowane do granic możliwości...

… albo być dobrymi aktorkami. Na pokładzie nie było strachu, a adrenalina. Wszystkie schematy zachowań miały opanowane do perfekcji i wykonywały je automatycznie. Dopiero, gdy wychodziły z samolotu, zaczynały trząść się im nogi. Po locie często załoga szła na drinka, rozluźnić się i porozmawiać o tym, co się działo na pokładzie. Ale były różne grupy, niektórzy odstresowywali się zwiedzając.



Zdjęcia dzięki uprzejmości autorki


Czyli cały czas stąpały po bardzo cienkiej linii, z jednej strony wiele pułapek, z drugiej ogromne możliwości, chociażby związane z kupowaniem niedostępnych w PRL-u produktów.

Stewardesy przewoziły także leki zza granicy dla obcych ludzi. Niejednokrotnie dokładały własne pieniądze i nie prosiły o zwrot tych środków.

Ale to nie była dobrze płatna praca?

Wynagrodzenie na poziomie średniej krajowej oraz diety za loty zagraniczne. Od 1973 roku, gdy pojawiły się loty do Nowego Jorku, stewardesy otrzymywały dietę dzienną – kilka dolarów. Jeżeli chciały cokolwiek zjeść, to robiły wspólne składki, aby wyszło jak najtaniej. Nie bardzo można było za to poszaleć, ale z polskiej perspektywy dwudniowy pobyt to była równowartość miesięcznej pensji w kraju.

Musiały się za to utrzymać, ale pobyt miały zapewniony. Były hotele LOT-u, czy wynajmowano mieszkanie?

Wyglądało to różnie w zależności od miasta. Najlepsze wspomnienia wiązały się z Kairem. Tam LOT wynajmował mieszkanie oraz zatrudniał dziewczynę, która sprzątała, przygotowywała posiłki, a czasem nawet robiła stewardesom masaż. Panie mówiły, że czuły się tam jak księżniczki. Bardzo często na miejscu był też przedstawiciel, który pomagał organizować transport, a często także opiekował się pasażerami.


© Narodowe Archiwum Cyfrowe

Autor: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Były jeszcze jakieś ulubione kierunki stewardes?

Nowy Jork był świetnym kierunkiem, bo był czas na zakupy oraz zwiedzanie miasta. Można było, bez konieczności płacenia cła, przywieźć dwie belki tiulu. Było to bardzo opłacalne. Poza tym wspomniany Egipt, a także loty czarterowe na trasach, na których LOT zwykle nie latał. Stewardesy nigdy nie miały poczucia rutyny, za każdym razem działo się coś nieprzewidywalnego.

Osobnym tematem są służby specjalne PRL. SB interesowało się stewardesami?

Nie spodziewałam się, że ten wątek się rozwinie. Służby bezpieczeństwa interesowały się praktycznie każdym krokiem stewardes. Dziewczyny wyjeżdżały na Zachód i do tego pracowały w strategicznym przedsiębiorstwie transportowym.
W IPN-ie są notatki z rekrutacji zawierające informacje o tym, co robi ojciec, czym zajmuje się matka, był rys psychologiczny, opis wyglądu adeptek tego zawodu. Pojawiają się zapisy: „za bardzo wykarmiona” czy „inteligentna, ale marne uzębienie”. To jest uwłacza godności drugiego człowieka.


A jak to wyglądało już po rozpoczęciu pracy?

Zdarzały się kuriozalne sytuacje, jak choćby problem po sprzedaży na pokładzie należących do stewardesy rajstop. Służby stawiały sprawę jasno. Albo dziewczyna „przyłapana na procederze” podpisuje dokumenty, albo schodzi z pokładu. Często SB proponowało podpisanie oświadczenia o współpracy. Jeśli dziewczyna odmawiała, zostawiano ją w spokoju lub czekano na kolejną okazję. Panie bardzo bały się utraty tej pracy. Trudno było ją dostać, a jeszcze trudniej utrzymać. Coroczne testy językowe, badania lekarskie, szczegółowe notatki służbowe. Gdy czytałam teczki SB, byłam przerażona, że tyle energii marnowano na tak błahe sprawy.



© Narodowe Archiwum Cyfrowe

Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe


Jak dawne stewardesy dzisiaj wspominają swoją pracę?

Każda wspomina dawne czasy z sympatią. Poza tym one mogły wyjeżdżać i zobaczyć Zachód. To było dla nich najważniejsze. Nowe lotniska, zapachy, ludzie ubrani kolorowo. Jeżeli mogły zostać na noc, to było jak złapanie Pana Boga za nogi. Często miały jednak problem z opowiedzeniem komuś o tym, ponieważ mało kto wyjeżdżał za granicę, więc rozmawiały głównie między sobą.

Zwróciłaś oczy czytelników w kierunku stewardes. Inaczej patrzysz na nie teraz, gdy zdarza ci się wsiąść do samolotu?

Tak, teraz zwracam większą uwagę na uśmiech stewardes, bo wiem, że nie zawsze jest szczery. To po prostu element pracy. Zresztą jedna z bohaterek po przeczytaniu książki napisała, że załącza uśmiechy, ale szczere, a nie jak stewardesy w stosunku do pasażerów.

Rozmawiał Piotr Wróblewski, dziennikarz naszemiasto.pl
Zdjęcie główne dzięki uprzejmości autorki


Tytuł: Wniebowzięte. O stewardesach PRL-u
Autor: Anna Sulińska
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2016

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!