Autor: Kinga Czernichowska

2016-06-24, Aktualizacja: 2016-06-24 09:14

Bear Girl: Nie panikuję, kiedy spotykam niedźwiedzia

Niestraszne jej spotkania z niedźwiedziami, watahy wilków i 400-kilometrowa nieutwardzona droga Dempster Highway - jedyna w Kanadzie, która prowadzi w arktyczne rejony kraju. Kamila Kielar, znana też pod pseudonimem Bear Girl, dotarła do Jukonu rowerem. Na swoim koncie ma sześć kontynentów (choć wstydzi się przyznać, że brakuje jej jeszcze Antarktydy) i odwiedziła już 60 krajów. Rozmawialiśmy z nią o tym, czy rzeczywiście kobiety mają gorzej w podróży oraz o losie, który zamiast gorących krajów arabskich podsunął jej Północ.

Skąd wziął się Twój pseudonim? Wiem, że nie lubisz, gdy ktoś przekonuje, że to nawiązanie do Edwarda "Bear" Gryllsa, podróżnika i popularyzatora survivalu, który prowadzi popularny program w telewizji.

To absolutnie nie miało być nawiązanie do Gryllsa. A skąd się wzięła Bear Girl? Z zamiłowania do przyrody Północy, której symbolem są niedźwiedzie.

Ale niedźwiedzie prowadzą samotniczy tryb życia. Ty również?

Nie wiem, czy tak bym to ujęła. To, że wiele podróży organizuję sama i że często jeżdżę gdzieś sama, nie oznacza, że nie lubię ludzi. Uwielbiam spotkania z nimi, imprezy z przyjaciółmi. Uważam zresztą, że podróżowanie w grupie też może być inspirujące, chociaż na pewno niesie ze sobą inną wartość.


© http://kamilakielar.pl/



Wybrałaś Północ, choć na początku fascynowała Cię kultura arabska.

Rzeczywiście, bardzo chciałam studiować arabistykę. Ostatecznie poszłam na dziennikarstwo, ale nawet wtedy ciągnęło mnie do ciepłych krajów. Chciałam pojechać na stypendium do Turcji. Nie dostałam się i wysłali mnie do Finlandii. Efekt był taki, że zakochałam się w północnych krainach. To właśnie tam czułam się najlepiej. Dziś też zdarza mi się jeździć do krajów arabskich czy perskich, ale mimo to mój ulubiony kierunek to północ. Zresztą, to nie było tak, że zupełnie porzuciłam fascynację kulturą arabską, bo równolegle z dziennikarstwem poszłam na studia cywilizacji. Tam mieliśmy dużo materiałów związanych z kulturą arabską czy perską.

Nauczyłaś się arabskiego?

Nie, na arabistyce byłam wolnym słuchaczem, miałam jakieś przedmioty opcjonalne, ale gdy chciałam uczęszczać na zajęcia z języka arabskiego, to nie dostałam na nie pozwolenia. Uznano, że studiując kilka kierunków, nie poradzę sobie z lingwistyką. Prywatnie uczyłam się perskiego, farsi - przydaje mi się, gdy jeżdżę do Iranu, a w Iranie jestem ostatnio częściej niż w krajach stricte arabskich. Poza Północą Iran jest moim numerem jeden.


© http://kamilakielar.pl/



A na Północy nie jest za zimno?

Jak się człowiek dobrze ubierze, to nie.

Jak trzeba się przygotować?

Trzeba mieć sprzęt, który poradzi sobie w niskich temperaturach, a mówimy nieraz o 40 kreskach na minusie. Wtedy łatwo o usterkę. Ponadto odpowiedni ubiór i odpowiednie z niego korzystanie. Teraz pewnie nasuwa się pytanie: "ale jak to?" Tymczasem naprawdę okazuje się, że można nawet czapkę źle założyć. A gdy człowiek raz się wyziębi, to też później łatwiej o infekcje. Ja bardzo lubię ubrania puchowe. Dają świetną izolację.

Często podróżujesz samotnie, dla kobiety to pewnego rodzaju wyzwanie. Czy należy się takich podróży obawiać? Czy są kierunki, których powinno się unikać? A może po prostu przesadzamy?

Radziłabym przede wszystkim, żeby się nie bać. Nie należy dać się zastraszyć myśleniem, że kobieta, która podróżuje sama, ma gorzej albo czegoś nie potrafi, albo zaraz ją zgwałcą i zabiją.
Tak nie jest. Należy wyrwać się z tego schematu i po prostu wyruszyć. Kobiety niejednokrotnie mają zresztą łatwiej w podróży niż faceci, bo wszyscy chcą im pomagać. Nie demonizujmy zatem. Czy są kierunki, których należy unikać? Moim zdaniem, nie. Kraje, do których ja jeżdżę, są mocno zdominowane przez mężczyzn. To przecież albo państwa Północy, albo Rosja, albo kraje muzułmańskie, których ludzie się boją. Na pewno trzeba znać te miejsca. Ktoś jedzie do Rosji po raz pierwszy i dziwi się, że mężczyźni tam zaczepiają, a oni po prostu tak mają.
Warto pamiętać, że to, co u nas uchodzi za niewłaściwe, w innym kraju będzie normą. Nie wpadajmy w paranoję, ani nie prowokujmy. Podróżujemy po to, żeby czegoś się dowiedzieć, poznać inną kulturę, a przy tym należy szanować obyczaje tubylców.



© http://kamilakielar.pl/



Najbardziej ekstremalna rzecz, jaką zrobiłaś w podróży? Moment, w którym serce stanęło Ci w gardle?

Takich momentów było całkiem sporo, chociaż nigdy nie znalazłam się w sytuacji całkowitego zagrożenia życia. Z każdej opresji wychodziłam cało. Moment, kiedy spotkasz wielkiego niedźwiedzia i masz go trzy metry przed sobą, jest trudnym momentem, ale co ciekawe, wtedy się nie denerwuję. Działam zachowawczo. Dopiero "po" zdaję sobie sprawę, że było naprawdę groźnie. Natomiast trudne momenty to także te, kiedy wyczerpują ci się siły. Wtedy, kiedy jedziesz już jakiś czas, przepychasz rower przez drogę pokrytą śniegiem... Dzień trwa cztery godziny na krzyż, czujesz wiatr arktyczny, pojawia się burza śnieżna i w końcu okazuje się, że utknęłaś i musisz czekać. I tak leci dzień za dniem.

Czasem przerzucam się też na narty biegowe. Raz na przykład wybrałam się na biegówkach w miejsce, gdzie nie ma dróg, totalna pustka. Nawigacją były jeziora czy lasy. Wtedy dość mocno się odwodniłam, jeszcze wpadłam w rozlewiska, a nawet jak jest czterdzieści stopni na minusie, to w lodzie mogą się tworzyć dziury, zwłaszcza, gdy jest na nim warstwa śniegu, która stanowi izolację. Jeśli człowiek w to wejdzie nartami, może sobie zrobić krzywdę. Utopić się nie utopi, ale włożenie nogi do wody przy czterdziestu stopniach na minusie nie jest ani przyjemne, ani zdrowe.


© http://kamilakielar.pl/



Podróżujesz na rowerze, kajakiem, czasem "na stopa". Jaki jest Twój ulubiony sposób przemieszczania się?

Trudne pytanie. Wybór metody zależy od miejsca. Tam, gdzie się nie dostaniesz rowerem, trzeba dotrzeć w inny sposób. Ja bardzo lubię rower, bo pozwala się przemieszczać kilkadziesiąt czy sto kilometrów na dzień, zmieniają się widoki, a to na tyle wolne tempo, że jest się w stanie wszystkiego po trochu doświadczać.


Co zabierasz w każdą swoją podróż?

Książki, jestem uzależniona od czytania. Na szczęście teraz są czytniki, ale kiedyś te opasłe tomiska zajmowały pół sakwy. Rzadko czytam książki podróżnicze, częściej reportaże i w tym gatunku moim absolutnym faworytem jest Mariusz Wilk, mieszkający nad jeziorem Onega w Rosji.


© http://kamilakielar.pl/



Wolisz wracać do tych samych miejsc, czy masz swoją listę krajów, które chciałabyś odwiedzić, a jeszcze nigdy w nich nie byłaś?

Jest wiele fenomenalnych miejsc, do których chętnie wracam. Dla mnie to z pewnością jest Alaska, Finlandia, Islandia, Iran, Tadżykistan czy Rosja, choć ta ostatnia jest tak wielka, że mówić o niej jak o jednym organizmie, to duży błąd. Uwielbiam wracać do tych samych miejsc. Z tegorocznych wypraw robię sobie powtórkę z trekkingu przez góry lapońskie, a do Laponii jeżdżę od dziesięciu lat po parę razy w roku. Nie wiem, czy jest miejsce, które znam lepiej niż Laponię. Tak samo mam z Alaską. Byłam tam wiele razy, a jednak z każdej podróży wynoszę coś nowego. W planach mam również trekking przez Chibiny. To góry pod Półwyspem Kolskim w Rosji. Miejsce odludne, skaliste, łagodne, nie przypominające niczego innego. Co jeszcze? Ziemia Baffina, Nunavut w Kanadzie. Albo Aleuty na Alasce, miejsce słabo dostępne dla człowieka, który nie jest rybakiem czy nie łowi krabów. Nie chodzi więc tylko o odhaczanie kolejnych państw na mapie. Czasem chodzi po prostu o wracanie do tych samych miejsc i przenikanie ich, odkrywanie w nich czegoś nowego.

rozmawiała Kinga Czernichowska
dziennikarka gazetawroclawska.pl i wroclaw.naszemiasto.pl

Zdjęcie główne: http://kamilakielar.pl/

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!