Wybierz region

Wybierz miasto

    Kaszubski bard z Łyśniewa

    Autor: Wojciech Drewka

    2003-09-19, Aktualizacja: 2004-12-18 18:06

    Zaczęło się od wierszyków z czasów wojny. Trochę prześmiewcze, wpadające w ucho, ale za to dodające ducha. Tylko tak można było w tym czasie się pośmiać z Hitlera czy ze Stalina.

    Zaczęło się od wierszyków z czasów wojny. Trochę prześmiewcze, wpadające w ucho, ale za to dodające ducha. Tylko tak można było w tym czasie się pośmiać z Hitlera czy ze Stalina. Z ich zapisywaniem bywało różnie, bo jakby znaleźliby coś po polsku, to byłyby problemy.

    Układało się wtedy wesołe przyśpiewki o Hitlerze, który przegrywał pod Staliningradem. Czas był wojenny, ale ludzie potrafili dodać sobie otuchy. - Nawet za Stalina jakoś i przy pracy

    wesoło bywało

    - opowiada Aleksy Pepliński, pokazując zeszyty pełne wierszy i żółte już kartki z utworami sprzed lat.
    Mieszka w Łyśniewie, niedaleko Sierakowic. W pokoiku jeszcze piec kaflowy. Na półkach i na kredensie mnóstwo książek. Jeszcze więcej w pokoju obok. Aleksy Pepliński, ponad osiemdziesięcioletni emerytowany nauczyciel, mieszka w Łyśniewie od lat. Zmienne koleje losu sprawiły, że jego rodzina osiedliła się w tej niewielkiej wsi. W swojej odręcznie sporządzonej biografii, najprawdopodobniej na potrzeby jakiejś publikacji prasowej, pisze: "Pomimo udręk przeżyliśmy względnie spokojnie Hitlera i Stalina. Po wojnie uczęszczałem do Państwowego Gimnazjum i Liceum w Bytowie. Po zdaniu matury nie podjąłem studiów z kilku powodów. Szczególnie w związku ze słabszym zdrowiem i z powodu negatywnego stosunku władz do syna kułackiego. Wiele przykrości przeżyliśmy z powodu zbójectwa i głupot władzy komunistycznej. Od 1 września 1950 roku podjąłem pracę w charakterze nauczyciela szkoły podstawowej w Jelonku (gmina Sierakowice - red.)É Od września 1952 roku przeniosłem się do pracy nauczycielskiej w Łyśniewie, gdzie pozostałem aż do pójścia na rentęÉ".

    Aleksy Pepliński uczył głównie matematyki i fizyki, ale, jak sam stwierdza, na początku był jak większość nauczycieli po wojnie - od wszystkiego.

    Twórcze pisanie

    zaczął bardzo wcześnie. Do bardziej intensywnego pisarstwa skłonił go brat, Antoni Pepliński, jedna z czołowych postaci w ruchu kaszubskim.

    - Antoni znał nuty, bardziej orientował się w muzyce, więc pisał więcej pieśni - stwierdza pan Aleksy. - Ja, owszem, także napisałem sporo przyśpiewek, ale wolę wiersze. Piszę głównie gawędy oraz, niekiedy, scenariusze przedstawień teatralnych, jasełek. Także po kaszubsku. Czasami w szkole z dziećmi przygotowywałem akademie i przedstawienia. Potem przez pewien czas mieszkałem u mojego brata w Mściszewicach, który był tam proboszczem. Miałem sporo czasu, więc bardziej skupiłem się na pisaniu. Jako pierwszą przygotowałem sztukę na podstawie baśni "Królewna Śnieżka". Potem napisałem ich więcej - po kaszubsku. Jedna z nich - "Kaszebscie jasełka" - została wydrukowana i wydana pod takim właśnie tytułem. Na scenie w Sierakowicach odgrywano też "Dziwne wreje" mojego autorstwa. Zajęła się tym pani Barbara Klawikowska. Też brałem udział w przedstawieniu. Było bardzo sympatycznie.

    Dorobek

    pana Aleksego to około 200 wierszy, blisko 100 gawęd i kilkadziesiąt sztuk scenicznych. Wiersze powstają w różnych okolicznościach.

    - Bardzo często "na zamówienie" - dodaje z uśmiechem pan Pepliński. - Po prostu czasami przychodzą ludzie i proszą o napisanie kilku słów. Pisałem już wiersze z okazji wesel, przyjęć, różnych uroczystości, a bardzo często na potrzeby szkoły. Wszystkie podzieliłem tematycznie. Są więc utwory okolicznościowe, satyryczne, a nawet polityczne. Tych ostatnich sporo napisałem za komuny, bo rzeczywiście nie brakowało spraw, które mnie bulwersowały. Czasami moje opinie drukowała też lokalna prasa. Ostatnio napisałem kilka przemyśleń na temat Unii Europejskiej, ale nie udało się ich nigdzie zamieścić.

    Wiersze Aleksego Peplińskiego nie spotkały się jeszcze z zainteresowaniem wydawców. Może dlatego, że nie odpowiadają za bardzo kanonom współczesnej poezji. Łyśniewski poeta nie zamierza jednak zmieniać swojego stylu. Jak sam mówi, wiersz powinien mieć swój rytm, rymy, określoną ramę. Wtedy staje się bardziej śpiewny - "wpada w ucho".
    Ciekawostką literacką są

    gawędy

    Peplińskiego. O dziwo, większość z nich to zapis rzeczywistych zdarzeń, lekko tylko ubarwionych, ugładzonych słowem pisanym.
    - Kiedyś, jak nie było telewizji, a radio to tylko mieli ci najbogatsi, sąsiedzi przychodzili do siebie wieczorami, grali w karty i rozmawiali - opowiada łyśniewianin. - My, jeszcze jako dzieci, słuchaliśmy, jak to się mówi "z otwartymi ustami". Wiele z tych rozmów udało mi się zapamiętać. Są to więc niekiedy gawędy - wspomnienia. Także teraz dochodzi często do śmiesznych, nietypowych sytuacji. Czasami wystarczy przysłuchać się rozmowie na jarmarku i już gawęda gotowa.

    Utwory Aleksego Peplińskiego zaskakują bogatym słownictwem, a niekiedy, szczególnie te polityczne, odważnymi sformułowaniami. Pan Aleksy stara się na bieżąco śledzić najważniejsze wydarzenia. Mimo podeszłego wieku, wciąż czyta wiele książek.

    - Mam sporo leksykonów, słowników, małych encyklopedii, bo w nich można znaleźć różne ciekawostki - stwierdza. - Bardzo lubię książki o różnego rodzaju tajemnicach, cudach i innych niesamowitościach. Pociągają mnie historie o dziwnych zdarzeniach, niewyjaśnionych zjawiskach. Czasami przypadkowo trafiają mi do rąk dziwne książki. Niektóre wartościowe, inne nie.

    W Łyśniewie i nie tylko tutaj uchodzi za człowieka niezwykle mądrego.
    - Znam PeplińskiegoÉ, już go chwilę nie widziałam, bo teraz chyba mniej wychodzi z domu, w końcu ma już swoje lata - stwierdziła starsza kobieta, przypadkowo napotkana tuż za Łyśniewem. - Uczył jeszcze moją córkę, która teraz jest już mężatką i ma swoje dzieci. On to potrafił nauczyć! Wie pan, że pisał nawet jasełka, które wygrywały na konkursach. To bardzo mądry człowiekÉ



    Nadzieja w niewoli

    Aleksy Pepliński

    Ciężka dola
    i niewola
    dzisiaj nas przestrasza.
    Ruski lenny
    stan wojenny
    ludziom wręcz ogłasza.

    Kiedy Lecha
    U Wojciecha
    trzymają w areszcie,
    nasze serce
    łka w rozterce.
    Czy na długo jeszcze?

    Ludzie pracy
    jak junacy
    karmią się nadzieją,
    że ci ,święci"
    prominenci
    rychło na wschód zwieją.

    I ta WRONa
    wystraszona
    pójdzie do Leona
    nam swoboda
    i pogoda
    wróci upragniona.

    14.01.1982 r.

    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)